środa, 22 lutego 2012

W pewien sposób - Cenckiewicz ostatecznie zlikwidował WSI; pokazał, jak niewiele kryje się za bufonadą generałów

Wczoraj w warszawskim Traffic Club miała premierę najnowsza książka Sławomira Cenckiewicza "Długie ramię Moskwy. Wywiad wojskowy Polski Ludowej 1943-1989". Z tej okazji miałem zaszczyt prowadzi spotkanie z Autorem i panelistami (Jerzy Jachowicz, Piotr Pałka). Publiczność dopisała, książka - już wiadomo - rozchodzi się świetnie.

Po publikację naprawdę warto sięgnąć. Już dziś można zaryzykować twierdzenie, że będzie to pozycja klasyczna w wielu księgozbiorach. "Długie ramię Moskwy" to bowiem lektura niezbędna dla wszystkich zainteresowanych sprawami publicznymi, dla wszystkich, którzy chcą spierać się o Polskę.

Cenckiewicz prowadzi wywód bardzo precyzyjnie, klarownie, a do tego z dużym rozmachem. Opisuje dzieje wywiadu PRL od samego początku - a więc od obozów w Kozielsku i Starobielsku, w których Sowieci zwerbowali ponad 100 oficerów; za cenę kolaboracji ocalili oni życie. I prowadzi nas aż do 2006 roku, gdy - za sprawą uporu śp. Lecha Kaczyńskiego - zlikwidowano WSI, bezpośredniego kontynuatora tradycji II Zarządu Sztabu Generalnego.

Książka okraszona mnóstwem, często bardzo śmiesznych, opowieści jest czymś na kształt Suworowa skrzyżowanego z "Zapiskami oficera Armii Czerwonej" Sergiusza Piaseckiego. A przecież wszystko oparte na dokumentach. Czyta się świetnie. A jednocześnie dostarcza nam wiedzy, która sprawia, że rozumiemy, czym były zlikwidowane WSI.

Książkę Cenckiewicz dedykował śp. prezydentowi Kaczyńskiemu. Jak sam zaznaczył - chciał dokończyć dzieło rozpoczęte w roku 2006. I dokończył. "Długie ramię Moskwy" pokazuje bowiem, że wywiad wojskowy PRL - a później WSI - w pełni zasługiwał na likwidację. Ze względu na liczne patologie, ale przede wszystkim - z powodu niesłychanej nieudolności i braku efektów w dziedzinie zdobywania informacji i gier operacyjnych. Te służby po prostu nie działały - ani w PRL, ani w III RP. To były służby, z których kraj nie miał zbyt wiele pożytku, za to dużo kłopotów. Mit profesjonalnych, patriotycznych służb wywiadowczych, które skutecznie służyły PRL, a później III RP legł w gruzach. W pewien sposób - Cenckiewicz ostatecznie zlikwidował WSI; pokazał, jak niewiele kryje się za bufonadą generałów broniących swego "dorobku".

Cenckiewicz -  zgodnie z tytułem - pokazuje, że wojskówka była przedłużeniem GRU; będziecie państwo zdumieni, jak bardzo.

I wreszcie - niepokorny historyk dotyka współczesności. Widzimy, jak konsekwentnie prezydent Komorowski bronił WSI, i jak bardzo na tych służbach opierali się kolejni prezydenci: Wałęsa i Kwaśniewski, a wcześniej - Jaruzelski.

Ponoszące same klęski za granicą (niemal pełna dekonspiracja, udane działania zachodnich kontrwywiadów, fatalna jakość kadr) skierowały swoją uwagę - zwłaszcza w latach 80. - na kraj. I tu miały sukcesy. FOZZ, biznes, polityka. Powstała niebezpieczna korporacja, zorientowana na własny (a nie ogólnopaństwowy) sukces, którą trzeba było rozwiązać. A nie było to łatwe, bo - co również pokazuje Cenckiewicz - służby te potrafiły zneutralizować wolę działania wielu polityków.

W książce nie brakuje wątków godnych książek sensacyjnych. Cenckiewicz odnajduje m. in. ppłk Mariana Kozłowskiego - którego nie znalazły nawet PRL-owskie służby (okazało się, że przeszedł do Amerykanów). Wyjaśnia także sprawę porywania dzieci na Zachodzie - po to, by stworzyć agentom doskonałe przykrycie (wątek znany z filmu SALT).

W sumie - jako się rzekło - lektura obowiązkowa.

Jacek Karnowski, wPolityce.pl

Szczegóły trasy autorskiej dr. Sławomira Cenckiewicza

O autorze

Sławomir Ryszard Cenckiewicz – historyk i publicysta. Urodził się w 20 lipca 1971 r. w Gdyni. Jest synem Janiny z domu Kubiak i Ryszarda Cenckiewicza.

więcej...